I
29 czerwca. Dzień jak co dzień. Ale nie do końca. Coś było nie tak. Widziałam rzeczy nie do końca normalne.
Gdy rano wstałam , ubrałam się , umyłam... taki normalny poranek. Miałam na sobie jeans'owe spodenki czarną bluzkę oraz moją torbę. Miałam w niej najważniejsze rzeczy: telefon , słuchawki , mój pamiętnik i stary aparat w którym zdjęcia od razu się wywoływały. Zeszłam do salonu.
Ściany były w kolorze piasku. Przy ścianie był wielki kominek. Przy nim dwa szare fotele.
-Dzień dobry Megan.-usłyszałam spokojny głos cioci. Opiekowała się mną ponieważ moja mama umarła kiedy byłam mała, a taty nigdy nie znałam.-Dobrze się spało?
-Cześć ciociu., nawet dobrze.-powiedziałam.
-Co chcesz na śniadanie?
-Nic. Zjem na mieście. Spotykam się z Sam.
-Baw się dobrze.
Kiedy podeszłam do drzwi zauważyłam że na szafce przy wyjściu leżał list. Rzuciłam okiem na odbiorcę, był do mnie.Złożyłam podanie do najlepszej szkoły w kraju. Powoli go otworzyłam i zaczęłam czytać:
"Z radością informujemy Panią że dostała się Pani do naszej szkoły."
-Ciociu...pamiętasz że wyczekiwałam listu ze szkoły, do której chciałam iść?
-Tak pamiętam.
-Dostałam się.
-Gratuluje.-Ciocia podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.-Jestem z ciebie dumna. Będziesz mogła się rozwijać.
-Tak.-mówiłam z lekkim uśmiechem.-dobra to ja idę ciociu.
Założyłam moje czarne trampki, schowałam list do torebki , wzięłam moją deskorolkę i wyszłam z domu. Niebo było bezchmurne. Wiał lekki wietrzyk. Pojechałam do małego baru na przedmieściach.To miejsce było jak z lat 60-tych. Kelnerki jeździły na wrotkach i było tam dużo różu. Nie cierpię tego koloru. Ale mniejsza z tym. Usiadłam przy stoliku i zamówiłam naleśniki z czekoladą i kawę.
-Hej Megan.-Powiedziała moja najlepsza przyjaciółka Sam. Była wysoką blondynką z zielonymi oczami.
-Cześć Sam. Jak tam? -Odpowiedziałam
-Dobrze. Co sobie zamówiłaś?-powiedziała blondynka.
-A co ja mogłam sobie zamówić?
-Naleśniki.
-Poprawna odpowiedz.-Opadła na kanapę naprzeciw mnie i zamówiła sobie kawę i ciastko. A ja patrzyłam cały czas za okno.
-Na co tak patrzysz?
-Pogoda się zmienia. Chyba będzie burza.
-A ty co? Pogodynka?
-Nie. Tylko tak mnie jakoś zaciekawiło.
Usłyszałam grzmot. Po czym ogromnie uderzenie. Wyszłam z baru. Zauważyłam coś kompletnie nie możliwego. Myślałam że to moja wyobraźnia płata mi figle ale nie. Zauważyłam mitycznego potwora o którym kiedyś czytałam w książce. Była to mantikora. Zaczęła do mnie podchodzić i syczeć. Ludzie jakby tego nie widzieli, szli dalej. Tak przynajmniej myślałam ale nie byłam tego do końca pewna. Szła coraz szybciej. Schowałam się za najbliższym głazem. Nie wiedziałam co robić. Nagle potwór machnął ogonem i wystrzeliły z niego kolce. Wbiły się w moją kryjówkę. Wyszłam zza głazu i wyciągnęłam z niego jeden z kolców i podbiegłam do mantikory. Kiedy nadarzyła się okazja wbiłam kolec w klatkę piersiową potwora. Gdy upadł, uciekłam. Wróciłam do baru wzięłam deskę , torbę pożegnałam się z Sam i wróciłam do domu. Raczej uciekałam do domu. Kiedy już tam byłam wbiegłam po schodach do pokoju. Wyciągnęłam aparat i wyszłam na balkon. Zaczęłam robić zdjęcia plaży przy której mieszkałam oraz zachodzącego słońca.
-Jak nazywa się ta chwila?-powiedział jakiś chłopak.
Odwróciłam się w tamtą stronę skąd dochodził głos. Zauważyłam chłopaka który siedział na barierce. Miał ciemne włosy , brązowe oczy , czarne ubrania i był blady jak duch. Krzyk zamarł mi na ustach. W oczach miałam przerażenie.
-K-kim jesteś?...-Spytałam patrząc w jego prawie czarne tęczówki.
-Jestem Nico di Angelo.-Odpowiedział lustrując mnie pewnym, nieco przerażającym spojrzeniem.
-Kto daje dziecku na imię Nico?... -Mruknęłam pod nosem odwracając głowę w przeciwnym kierunku.
-Włosi... -Rzucił mi zirytowane spojrzenie.- Zbieraj się.- Dodał zimnym głosem.
-Co?- Patrzyłam na niego zszokowana.
-Do obozu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz